Wakacje nad morzem, nie tylko na plaży

/
2 Comments
Czyli o tym, co robić z dzieciakami, gdy pogoda nad morzem nam nie dopisze.

Wróciliśmy z urlopu nad morzem. O, jaka byłam przebiegła i domyślna, że zarezerwowałam nam Sopot, a nie jakąś typowo plażową miejscowość typu Krynica Morska, czy Chałupy.
Jako, że pogoda u nas nieprzewidywalna, wolałam być bliżej "cywilizacji" na wypadek zimna i deszczów, które wygonią nas z plaży. Bo w razie marnej pogody, w Trójmieście zawsze będzie co robić "pod dachem".
Co prawda nic nie zapowiadało załamania pogody, ale gdy dotarliśmy do Sopotu zaczął się tydzień deszczów i chodzenia w kurtkach! Moje przewidywania i szósty zmysł zadziałały.

Choć wakacje już zmierzają ku końcowi, chcę jednak podzielić się moimi doświadczeniami z nad morza, gdy pogody plażowej brak. Być może komuś się przydadzą na przyszły rok, albo jesienny wypad w okolice Trójmiasta.

W Sopocie oczywiście jest deptak, plaża i molo. Jest dobrze, gdy ładna pogoda dopisze, a wiatr nie urywa głowy.
Mimo ogromu turystów w Sopocie jest wiele miejsc, gdzie można wejść i zjeść. Taniej, drożej, z dziećmi, albo romantycznie we dwoje. Tu nie polecę nic nadzwyczajnego. Moje starsze dziecko żywi się wyłącznie naleśnikami, dlatego skończyliśmy właśnie w naleśnikarni na Monte Cassino.






Ale co robić, gdy pogoda nadal się nie poprawia. dzieci jęczą w hotelu, a dorośli chcą je czymś zająć?

Kolejnego dnia wybraliśmy się więc na Półwysep Helski.
Od razu uprzedzam - w wakacje są tam dramatycznie długie korki. W te, i we wte. Trzeba uzbroić się w cierpliwość. Duuużo cierpliwości. W zasadzie - ciągle się stoi, albo porusza w ślimaczym tempie.

Jednak w Helu jest kilka fajnych miejsc wartych odwiedzenia, m.in. fokarium i Muzeum obrony wybrzeża.
Do fokarium jest długa kolejka, ale całkiem szybko się przesuwa.
Ważna informacja jest taka, że trzeba mieć przy sobie monety 5 zł; inaczej się nie wejdzie. Do fokarium prowadzi automatyczna bramka, którą otwiera się wrzucając monetę 5zł. Obok wejścia jest automat rozmieniający pieniądze, ale nie wyższe niż 20zł. Wejściówka, kosztuje 5zł za osobę i można przebywać nielimitowany okres czasu.






 Jeśli chodzi o Muzeum obrony wybrzeża, to nie natrafiliśmy na kolejkę, nawet z zaparkowaniem auta poszło całkiem gładko.
Bilet rodzinny kosztuje 30 zł. Muzeum jest bardzo dobrze przygotowane jeśli chodzi o wystawy, natomiast zupełnie nie da się zwiedzać wewnętrznych wystaw z dziecięcym wózkiem. Na zewnątrz znajduje się skansen i wiele eksponatów, istnieje także możliwość przejażdżki kolejką wojskową.





Nam wypad na Hel zajął calutki dzień, wliczając w to stanie w korkach :)

Kolejne miejsce konieczne do odwiedzenia  w Trójmieście, to oczywiście starówka w Gdańsku i Jarmark Dominikański.
Jedną z atrakcji w Gdańsku jest wielkie koło widokowe, z którego można obejrzeć panoramę miasta.
Jarmark Dominikański jest także fajna gratką, szczególnie gdy lubimy rękodzieło, albo regionalne jedzenie.






Poza zwiedzaniem starówki i zakupami na straganach koniecznie trzeba zajrzeć na wystawy w Narodowym Muzeum Morskim.
Z całego serca polecam wystawę interaktywną dla dzieci pt. Ludzie, statki, porty. Bilety kosztują kilka złotych, a walor edukacyjny bezcenny. W zasadzie, ta wystawa to jak plac zabaw.
Druga wystawa, zupełnie bezpłatna, to Statki, nasza pasja. Świetna multimedialna wystawa, gdzie można zbudować samodzielnie ogromny statek, dokonać inspekcji w porcie, obejrzeć dokowanie w porcie i wiele innych interaktywnych zadań.





Na Gdańsk i atrakcje oferowane w okolicy starówki warto także przeznaczyć co najmniej jeden dzień.

Ostatniego dnia naszej wizyty w Trójmieście postanowiliśmy udać się do Centrum Nauki Experyment w Gdyni.
Jest fajnie, ale jeszcze nigdy w życiu nie stałam w takiej kolejce!!! Staliśmy 3h, aby wejść do środka.
Doświadczenie straszne, ale było warto widząc tę euforię syna.
Bilety dość drogie: rodzinny 50zł. ale można siedzieć do upadłego w środku. Bardzo dużo eksperymentów, interaktywnych i multimedialnych eksponatów. Mojego męża też nie było łatwo oderwać od niektórych urządzeń. :)








A co u Was? Też już po urlopach?



Mogą ci się spodobać

2 komentarze:

  1. Tak sobie czytam, czytam i myślę, że połowę wyjazdu spędziliście na staniu w korku i kolejkach! Uwielbiam polskie morze, ale zdecydowanie za dużo tam turystów w sezonie i dlatego my wybieramy się tam w czerwcu albo we wrześniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Aniu, żebyś wiedziała!
      Najpiękniej (bo spokojniej) jest właśnie we wrześniu. Ja też uwielbiam Bałtyk, ale właśnie wolę wrzesień, kiedy ciągle ciepło, a ludzi jednak sporo mniej :)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.