Co nowego w domu, czyli listwy, lustro i pompony

/
2 Comments


 Po dwóch latach od zakupu domu dorobiliśmy się listew przypodłogowych. Tak naprawdę, to przeleżały znaczną część czasu w garażu czekając na swoją kolej w remontach.
Mąż podjął się tego karkołomnego zadania i dzielnie mocuje listwy. Nasze listwy są wykonane z drewna i pomalowane przez nas na biało. Proces montażu jest dość powolny, ponieważ to zadanie wykonywane jest jedynie w czasie wolnym, czyli w weekendy, podłoga nierówna, a i kąty nie zawsze  idealne. Natomiast efekt końcowy jest POWALAJĄCY! Ja jestem zachwycona. Każde pomieszczenie, które „dorobiło” się listew od razu robi się jakieś takie dostojniejsze.




A w tak zwanym międzyczasie ten mój wspaniały Mąż zrobił mi cudowny prezent. Wie, że bardzo lubię szarości i naturalne drewno. Wie, że mam słabość do stylu skandynawskiego we wnętrzach. I właśnie dlatego zrobił dla mnie przepiękną ramę do wielkiego lustra. Lustro było z odzysku (odklejone ze starej szafy, którą w naszym domu zostawili  poprzedni właściciele), a rama z drewnianych dech. Nie wiem, skąd On je wytrzasnął, takie vintage :) Sami zobaczcie ten wspaniały efekt!



A ja wykonałam razem z moim starszym synkiem świetne papierowe pompony, które ozdobiły nasze lustro. Takie pompony są fantastyczną ozdobą wszelkich wnętrz. Często widać je w dziecięcych pokojach. Są taką fajną, niebanalną ozdobą, a ich wykonanie jest dziecinnie proste. Instrukcję wykonania znalazłam w sieci i na szybko „machnęłam” trzy sztuki. Wszędzie zalecanym materiałem jest bibuła, czego i ja spróbowałam przy pierwszym. Jednak dwa pozostałe wykonałam z … papieru śniadaniowego! I powiem, że wyszły zdecydowanie lepiej niż ten z bibułki, który trochę mi się gdzieniegdzie podarł…












Mogą ci się spodobać

2 komentarze:

  1. Piękne lustro, a pompony przypominają mi kwiaty. Razem z tymi lampeczkami doskonały efekt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Te pompony to się fajnie wykonuje wspólnie z dziećmi :)

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.